Kroniki Nomady

Fantastyka to nie tylko naiwe bajeczki. To też poważne, zakrawające na filozofię rozmyślania. I to chcę wam pokazać: bo fantastyka to gimnastyka dla naszej wyobraźni i naszego rozumu.

Łotrzykiem być...

Królewska krew. Wieża elfów - Michael James Sullivan
Tytuł: Królewska krew. Wieża elfów
Autor: Michael J. Sullivan
Wydawnictwo: Prószyński i S=ka
Data wydania: 18. 10. 20121
Ilość stron: 736
Moja ocena: 4/6

 

Łotrzykowie maści wszelakiej od dawna posiadali znaczące miejsce w moim serduchu: zarówno jako ulubiona klasa w grach rpg, jak i bohaterowie czytanych powieści fantastycznych. I z jednymi i z drugimi miałam jednak ciągle ten sam problem: powodzenie ich misji w dużej mierze zależało od przypadku, dobrego pomysłu na postać i szczęśliwej ręki Mistrza Gry. Do dziś pamiętam sytuację, w której jako jedyny złodziej w drużynie nie mogłam ani nic ukraść, ani nawet skutecznie oszukać jakiegokolwiek przeciwnika, gdyż jak na złość trafiałam albo krytyczne „1”, albo, w ostateczności wynik rzutu oscylował pomiędzy „2” a „5” (przy rzutach k20)…
A gdy dodacie do tego idiotycznie rozdzielone punkty umiejętności (i tutaj biję się pokornie w piersi), to otrzymacie najgorszego złodzieja w historii D&D. Podobnie rzecz ma się z książkami, w których główny prym wiodą bohaterowie parający się niechlubnym fachem „kradzieja”: autorzy, idąc na łatwiznę tworzą złodzieja, który nie dość, że o złodziejskiej profesji wie niewiele, to na dodatek skupiają się raczej na wątkach kompletnie niezwiązanych z swoja „klasą postaci”. I z jednej strony powieść Michaela J. Sullivana można by było zaliczyć do takich właśnie kwiatków literackich, jednak w ogólnym rozrachunku, mimo kilku potknięć, Królewska krew. Wieża elfów całkiem nieźle się broni i zaspokaja gust byłej łotrzycy…
 
Jednym z zabiegów, jaki można zapisać na plus książki Sullivana jest stworzenie drużyny dwóch łotrzyków (rzecz mało spotykana, gdyż fantasy złodzieje działają raczej samodzielnie): Royce i Hadrian pracują razem od kilku dobrych lat, i choć obaj zdecydowanie różnią się od siebie, to dzięki temu właśnie doskonale się uzupełniają. Jeden jest profesjonalistą wykonującym zadania bez mrugnięcia oka, nastawionym na zysk i przetrwanie, a drugi będąc nieco bardziej emocjonalnym, z powodzeniem macha mieczem i spieszy na ratunek uciśnionym (o ile owi uciśnieni posiadają jakąś realną gotówkę). Jeden otworzy każdy zamek i doskonale widzi w ciemności, drugi czarującym uśmiechem udobrucha każdego. Obaj mają dość tajemniczą przeszłość, której skrawki poznamy przez ponad 700 stron awanturniczej historii, co akurat bardzo mi się podobało: niemiło jest otrzymywać wszystko podane na tacy przez autora, a w Królewskiej krwi, mimo chwilami łatwymi do rozgryzienia tajemnicami jednak trzeba było trochę wysilić szare komórki.
 
Drugim niezaprzeczalnym plusem jest wyważone przedstawienie świata i zgrabną żonglerkę pomiędzy kolejnymi postaciami drugoplanowymi: nawet, jeśli chwilami raziła mnie naiwność pewnych osób lub nadmierna tajemniczość innych, to jednak taki schemat osiągał to, co założył sobie autor. Wszystko prowadziło do jak najlepszego poznania Hadriana i Royce’a, a także rozpoznania ich roli w historii całego uniwersum. Co prawda czasem brakowało mi momentów, w których nasi bohaterowie sami mówiliby o sobie, lecz wierzę, że w kolejnych tomach odsłonięte zostaną kolejne rąbki tajemnicy. Same przygody drużyny nie pozostawiają wiele do życzenia, a opisy potyczek z poszczególnymi przeciwnikami czy zagadkami dobrze wpisują się w motyw przygód dwóch (nie)typowych łotrów.
 
Królewska krew. Wieża elfów zapewniła mi kilka godzin dobrej rozrywki i przede wszystkim – nie zmęczyła w żadnym znaczeniu tego słowa. Poszczególne rozdziały nie pozwalały na choćby chwilę odpoczynku, i jedynie zakończenie nieco mnie rozczarowało. Domysły, jakie snułam przez lwią część powieści albo się sprawdziły, albo zostały prawie na pewno potwierdzone, ograniczając tym samym ilość zagadek, z jakimi możemy się spotkać w kolejnej części przygód Royce’a i Hadriana. Nie zmienia to jednak faktu, że po kontynuację sięgnę z przyjemnością i nadzieją na sporą inwencję twórczą autora.
Źródło materiału: http://adanbareth.blogspot.com/2012/06/krolewska-krew-wieza-elfow-michael-j.html