Kroniki Nomady

Fantastyka to nie tylko naiwe bajeczki. To też poważne, zakrawające na filozofię rozmyślania. I to chcę wam pokazać: bo fantastyka to gimnastyka dla naszej wyobraźni i naszego rozumu.

przeczytałeś książkę? Super. Tylko co dalej z tym fantem zrobić?

Moja przygoda z literaturą trwa już dość długo. Prawdę mówiąc nie pamiętam już czasów, w których NIE czytałam, a to już mówi samo za siebie. Jednak praktycznie do 2011 roku nie czułam potrzeby zbierania książek: moje potrzeby zaspokajały biblioteki i znajomi (z większym naciskiem na to pierwsze). Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Za sprawą portalu lubimyczytac odkryłam coś takiego, jak blogi książkowe. postanowiłam spróbować szczęścia (no i spodobała mi się idea rozmów o przeczytanej i opisanej książce) i zaczęłam zapisywać swe wrażenia z lektury. Początkowo były to krótkie, totalnie subiektywnie opinie. Z czasem jednak zauważyłam, że sprawia mi frajdę klikanie w klawiaturę i przekazywanie nie tylko swych słów o tym, co mi się podobało lub nie. Z czasem znudziły mnie czytane w sieci recenzje, składające się z wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Przecież książka powinna budzić w nas jakąś refleksję, powinna pomagać nam w lepszym i uważniejszym postrzeganiu świata rzeczywistego. W końcu książka, to nie tylko fabuła i bohaterowie. To problemy, przemyślenia, zagadki i, oczywiście. emocje.

Zaczęłam pisać bardziej o tym, jakie książka czułe struny w duszy mej poruszyła, miast skupiać się jeno na warstwie technicznej. Zwłaszcza, że w fantastyce, a już szczególnie w fantasy, pewne schematy są nie do obejścia i jeśli człowiek skupiałby się tylko na "nowatorskim podejściu" czy "ogranych schematach", to prędko nie miałby o czym pisać. A ja pisać lubię, jest to potrzebne przede wszystkim mi, a gdzieś w tle pozostają moi wierni czytelnicy.

 

Ale zboczyłam nieco z zamyślonego tematu wypowiedzi. Otóż, gdy już zaczęłam po swojemu "lać wodę"(tak, tak, z takim określeniem się już spotkałam, ale nic sobie z tego nie robię :P), okazało się, że są ludzie, którym to pisanie się podoba. Powiem więcej: niemal w tym samym momencie dwa portale i jedno wydawnictwo mnie zauważyły i zaproponowały współpracę. Radość była wielka, a współpraca zapoczątkowała nieprzerwany (acz nie jakiś spektakularny, przed nadmiarem zawsze się broniłam) strumień nowych, prywatnych książek. I jak pojawienie się nowych pozycji w raczkującej rudzielcowej biblioteczce radowało mnie niezmiernie, tak pojawił się mały problem: co z tymi wszystkimi książkami zrobić? Dodam tylko, że jako młoda mama z dzieckiem i mężczyzną (;pp) cierpiałam na ewidentny niedosyt mebli typu stół, szafa, regał, półka...
Ale jako kreatywna i pomysłowa młoda osoba znalazłam sposób na to, by książki nie walały się gdzieś po podłodze: zaadaptowałam jedną z kuchennych szuflad! W 2012 roku mój "zbiór" prezentował się tak:

 

Jak widać, szuflada już w lutym 2012 była prawie pełna, i pojawił się kolejny problem: co teraz? Piętrowo książek nie ułożę, bo szuflada się nie zamknie, a druga, równie pojemna jest mi jednak potrzebna... Spojrzałam na swoją kuchnię, przeliczyłam co i gdzie mi jest potrzebne, i podjęłam decyzję: wywalam z dwóch szafek szklanki i talerze, a wciskam tam książki. Pomysł wypalił, ale szybko okazało się, że nie dość, że biedne książeczki siedzą w ciemnościach, to i miejsce powoli kończyć się zaczyna. Dziewiątego lutego 2013 moje zbiory prezentowały się tak:

 

Książki "ukryte", czyli stojące w drugim rzędzie:
 

 

 

 
 
Pierwszy szereg:
 

 

 

 

Jak widać: miejsca było już coraz mniej, niektóre pozycje były siłą wciśnięte na te stojące. Marzył mi się regał z prawdziwego zdarzenia (tak samo jak szafa, barek i kilka szafek na ubrania czy dokumenty). Tylko wiecie, jak ktoś pracuje na zlecenie i za to musi utrzymać dom i rodzinę, to o nowych meblach może zapomnieć. Ale ruda się nie poddawała, szukała, szukała, aż w końcu znalazła! Jest w sieci takie miejsce, tablica.pl się nazywa i tam, przy odrobinie szczęścia można dorwać świetne rzeczy za śmieszne pieniądze. I tak, dzięki internetowi, desperacji i logistycznej pomocy teścia MAM! W końcu MAM porządne miejsce na swe książeczki (a jednocześnie i szafę, i barek, i szuflad kilka :P)
 
Zatem moi drodzy przechodzę do najważniejszego punku dzisiejszego lania wody. Oto przed wami moja nowa, piękna (i podświetlana) witrynka :
 

 

Widok na witrynkę:
 
I kolejno półeczki:

 
 
Na sam koniec półka, która do witrynki się nie zalicza, ale za to zawiera same precjoza:
 
Jak widać, w końcu książki stoją, a nie leżą, można na nie patrzeć bez otwierania drzwiczek szafki, i co najważniejsze: te ulubione są zawsze pod ręką :D Niedługo będę musiała pomyśleć jak poprzekładać zbiory, bo i ostatnia Diuna w końcu sie pojawi, i nowy Lem, a i pewnie coś do recenzji też do mnie zawita. Ale nie martwię się tym, bo (czego na zdjęciach nie widać) mam jeszcze kilka półek do zagospodarowania i bliźniaczą witrynkę. Cieszę się, a wieczorami moja córa nie zaśnie nim nie zapalę jej światełka nad książkami. Twierdzi, że musi mi ich pilnować :)

 

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia niedługo, z okazji kolejnej recenzji.