Kroniki Nomady

Fantastyka to nie tylko naiwe bajeczki. To też poważne, zakrawające na filozofię rozmyślania. I to chcę wam pokazać: bo fantastyka to gimnastyka dla naszej wyobraźni i naszego rozumu.

Przebudzenie Lewiatana, James S.A. Corey

Przebudzenie Lewiatana. Część 1 -
Tytuł: Przebudzenie Lewiatana
Autor: James S. A. Corey
Cykl wydawniczy: Ekspansja, tom 1
Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 08.02.2013
Ilość stron: 360
Moja ocena: 5/6

 

Patrząc na polski rynek wydawniczy, do niedawna można było odnieść wrażenie, że dobra literatura fantastyczna wyparta została przez różnorakie odmiany czytadeł lekkich, przyjemnych i poza lekkością nic nie zawierających. Popularne wydawnictwa stawiały na literaturę łatwą w odbiorze i przede wszystkim: modną. Na szczęście daje się zauważyć powolny powrót do łask tej trudniejszej części fantastyki, jaką bez dwóch zdań jest science fiction. Wydawcy zdają się widzieć, że nie wszyscy czytelnicy marzą o samych romansach i łatwej przygodowej fantasy i wychodzą im naprzeciw. Przykładem dopieszczania klienta bardziej wymagającego jest Przebudzenie Lewiatana, wydane mimo licznych opóźnień i rzucające nowe światło na Fabrykę Słów, kojarzoną w naszym kraju jako dyżurnego wydawcę polskiego fantasy. Cieszy tym bardziej, że wbrew zwyczajowi, tym razem blurby i polecanki okazały się jak najbardziej prawdziwe, a książka Jamesa S. A. Coreya (czy też właściwie Daniela Abrahama i Tya Francka, to oni bowiem skrywają się pod tym pseudonimem) okazała się czymś naprawdę zaskakującym.

 

Akcja powieści toczy się w czasach, gdy zmodyfikowany napęd termojądrowy nazywany napędem Epsteina pozwolił ludzkości na dotarcie do krańców Układu Słonecznego. Pas Asteroid zamieszkuje już prawie sto milionów ludzi zwących się Pasiarzami: potomków tych, którzy wyemigrowali z przeludnionej i targanej niesnaskami Ziemi. I jak odległość od planety-matki początkowo wydawała się idealną receptą na szczęście, wolność i bogactwo, tak szybko okazało się, że zależności z Ziemią nie da się tak łatwo uniknąć. Zwłaszcza, że oprócz niejjest jeszcze Mars: siedziba Marsjańskiej Floty wojennej, postrzeganej jako przysłowiowy bat na buntowników. Pasiarze jednak radzą sobie jak tylko mogą: wydobywają surowce z asteroid, a wodę czerpią z Pierścieni Saturna, pełnych gigantycznych brył lodu. Holownik Cantenbury, jeden ze statków transportujących kosmiczne bryły lodowe, stał się uczestnikiem incydentu, który sprawił, że w międzyplanetarnym tyglu zawrzało. Ludność Pasa zyskała w końcu pretekst, by oficjalnie wystąpić przeciwko Marsowi, a to wszystko przez komunikat nadany przez zastępcę kapitana Cantenbury’ego, w którym to Jim Holden ujawnia niewłaściwe zastosowanie sprzętu Marsjańskiej Floty wojennej. Nieświadomy siły swego przekazu Jim Holden wraz z ocalałą garstką załogi znajduje się nagle w centrum wydarzeń, które znacznie nadwerężają jego wiarę w ludzką praworządność.

 

Perypetie Holdena odbywające się przeważnie w przestrzeni kosmicznej i mające na celu odkrycie przyczyny tragicznych wydarzeń są jedynie częścią zaprezentowanej nam przez Coreya akcji. Na przemian z rozdziałami o czystym space operowym zabarwieniu dostajemy bowiem drugi wątek, który choć mniej fantastyczny, to za to o wiele bardziej mroczny i pasujący do konwencji czarnego kryminału. Tutaj naszym przewodnikiem po Pasie Asteroid będzie detektyw Joe Miller, członek mieszczącej się na planetoidzie Ceres swoistej Pasowej służby bezpieczeństwa zwanej Star Helix Security. Dostaje on od swojej przełożonej nietypowe zadane: ma znaleźć i doprowadzić do rodziców młodą Julię Mao. Problem polega na tym, że Julie nie ma na Ceres, a ostatni ślad prowadzi do wspomnianego w poprzednim akapicie incydentu gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Dodatkowo w Pasie zaczyna dochodzić do coraz większych zamieszek, a z pozoru czysto detektywistyczne zadanie staje się niebezpieczne dla samego Millera.

 

Choć od początku znamy jeden motyw łączący oba główne wątki, to niemalże przez całą lekturę nie jesteśmy (podobnie jak nasi dwaj bohaterowie) świadomi globalnego, czy wręcz kosmicznego wymiaru całej intrygi. I to jest jedną z największych zalet Przebudzenia Lewiatana: dzięki przeskokom między relacjami Holdena i Millera niby zyskujemy większą wiedzę niż każdy z nich, ale mimo wszystko nic nie przygotowuje nas na poznanie choćby fragmentu prawdy, jaka zaserwowana zostaje w ostatnim rozdziale. Corey umiejętnie i z wyczuciem zdradza fragmenty informacji na temat faktycznego stanu rzeczy, zręcznie wplatając w relacje bohaterów podstawowe wiadomości o otaczającej ich rzeczywistości. Dzięki temu niemal każdy rozdział jest dla czytelnika zaskoczeniem, a zasadnicze różnice w mentalności bohaterów pozwalają na szersze zrozumienie pojmowania rzeczywistości przez mieszkańców Pasa i Ziemi. A ta warstwa zasługuje na szczególną uwagę. Z jednej strony mamy Holdena: honorowego i pełnego idealizmu człowieka, który ze względów ideologicznych (a może przez posiadanie zwykłego sumienia) wybrał życie dostawcy wody, z dala od niehumanitarnych rozkazów, które musiałby wykonywać jako żołnierz. Holden chwilami poraża swoją naiwnością i wiarą w to, że jeśli tylko będzie w porządku wobec innych ludzi, to zarówno wrogowie, jak i przyjaciele będą wobec niego postępować tak samo. Czasem czytelnik aż zastanawia się, jakim cudem w połowie książki nasz Jim jeszcze nie zorientował się, żeotacza go fałsz. Mimo swej naiwności Holden daje się jednak lubić, zwłaszcza ze względu na bezsprzeczne oddanie swojej załodze i realną troskę o nich. Totalnym antagonistą Jima jest detektyw Miller: człowiek „po przejściach”, pełen cynizmu i swoistego fatalizmu. Swoim zachowaniem podczas służby przywodzi czasem na myśl Martina Riggsa z kultowej Zabójczej broni: gdy sytuacja tego wymaga, nie waha się ani sekundy i działa, nawet jeśli działanie to pozostaje w konflikcie z przepisami Star Helix Security. I choć pozornie Miller jest postacią dość antypatyczną, to zdecydowanie bardziej wzbudza sympatię: może właśnie przez jego realizm i gorycz, jaka często przez niego przemawia.

 

Przebudzenie Lewiatana nie jest, jak można by wywnioskować z powyższych akapitów, jedynie studium psychiki dwóch odmiennych bohaterów. To tylko coś na kształt dodatku do wartkiej akcji, niedającej pozornie chwili wytchnienia. Nie znajdziecie tutaj żadnych długich filozoficznych wywodów, a i postępowanie bohaterów pozostawione zostaje waszemu osądowi (o ile oczywiście znajdziecie chwilę, by oderwać się od naprawdę wciągającej fabuły i podumać o ludzkiej naturze), podobnie jak przypuszczenia odnośnie genezy całej intrygi. Co więcej: książka Coreya to jedna z niewielu pozycji opisujących ludzkość nieprzypiętą grawitacją do Ziemi czy kolonizatorów odległych galaktyk. Tutaj dostaniecie coś „pomiędzy”: już wędrujemy po Układzie Słonecznym, już zasiedliliśmy pobliskie planety, ale kosmos, czy wręcz KOSMOS, nadal pozostaje poza ludzkim zasięgiem. Ten traktowany często po macoszemu fragment przyszłej historii kolonizacji pozostaje nadal świeży, wiele o tych czasach można jeszcze opowiedzieć. I to właśnie robi James S. A. Corey. I robi to dobrze.

 

Na koniec mała i subiektywna uwaga recenzenta: mam nadzieję, że Przebudzenie Lewiatana przyjmie się dobrze na naszym rynku i uświadomi zarówno wydawnictwom, jak i czytelnikom jeden zasadniczy fakt: s-f warto wydawać i trzeba czytać. A książki takie jak ta mogą być świetnym początkiem przygody z fantastyką naukową dla tych, co od każdego science trzymali się z daleka. Oby tak dalej!


Recenzja napisana dla portalu:
Źródło materiału: http://adanbareth.blogspot.com/2013/03/przebudzenie-lewiatana-james-s-corey.html