Kroniki Nomady

Fantastyka to nie tylko naiwe bajeczki. To też poważne, zakrawające na filozofię rozmyślania. I to chcę wam pokazać: bo fantastyka to gimnastyka dla naszej wyobraźni i naszego rozumu.

Okładka JEST ważna!

ZAPRASZAM :)

Po co czytać męczące książki?

Czytanie to fajna sprawa: pozwala na chwilę uciec od szarej codzienności, poprawić humor po złym dniu w pracy czy zapełnić nadmiar wolnego czasu. Kto czyta, ten nigdy nie narzeka na nudę, za to częściej chodzi niewyspany. Tym, co często sprzyja kłótniom między czytelnikami ( i blogerami książkowymi) jest natomiast coś tak ważnego jak wybór preferowanych lektur. Coś o tym wiem, sama z politowaniem patrzę na osóbki, które od lat zachwycają się tym samym paranormalnym/romansowym chłamem i nie usiłują nawet odrobinę rozszerzyć swoich horyzontów.....
 
Źródło materiału: http://www.kronikinomady.pl/2015/02/i-po-co-czytac-meczace-ksiazki.html

Drugi Brzeg, Michał Gołkowski

Czyli pierwsza z dwóch zaległych recenzji dla Fantasta.pl.

ps. a druga właśnie "się pisze" :)))

Bywa i tak..

Dzień dobry panie Marku! Czyli o czytaniu Oramusa słów kilka.


Nazwisko Oramusa od dawna obijało mi się o uszy. A to przeczytałam artykuł na blogu Krzysztofa Sokołowskiego, a to u Agnes znalazłam ciekawą recenzję… W kilku dyskusjach na Facebooku czy też na jednym forum poświęconym fantastyce pojawiał się Oramus, ale jakoś ciągle nie było mi z nim po drodze. W bibliotece nie znalazłam ani jednej pozycji, nie byłam świadoma istnienia genialnie taniego antykwariatu usytuowanego zaledwie 20 minut spacerkiem od mojego domu. Szanse na zapoznanie twórczości pana Marka były praktycznie równe zeru.


W końcu jednak szczęście się do mnie uśmiechnęło, i to nawet dwukrotnie! Wpierw w paczce pełnej uroczych staroci od Fenrira odnalazłam „Dzień drogi do Meorii” w wydaniu z 1990 roku, a jakiś czas później niezastąpiony Krzysiek Sokołowski podesłał mi wznowionych w Archiwum Polskiej Fantastyki „Sennych zwycięzców”. Jak można łatwo zgadnąć, obie książki pochłonęłam w tempie ekspresowym i już teraz wiem, że nie była to moja ostatnia przygoda z Oramusem, choć jego fantastyka nie zalicza się do typowego science fiction, a już zwłaszcza w rozumowaniu współczesnego czytelnika. Podałabym teraz kilka trafnych cytatów z sieciowych recenzji, ale jest to niestety niemożliwe i jak najbardziej zbędne. Oramus broni się sam…

 

Wiecie, od jakiegoś czasu mam dość wszelkich internetowych opinii. A raczej: unikam czytania recenzji i rekomendacji PRZED lekturą. Dzięki temu nie mam bladego pojęcia czego się spodziewać, nie popełniam grzechu zbyt dużych (lub zbyt małych) wymagań. Oczywiście coś tam w sieci sprawdzę, jak chociażby podstawowe dane o nieznanym mi autorze czy „gwiazdkowe” oceny zaufanych recenzentów. Ale nic poza tym. Szczęśliwie, gdy jest mowa o pozycjach wydanych przed rokiem dwutysięcznym, w Internecie recenzji znajdziemy przerażająco mało i dzięki temu możemy jedynie domyślać się tego, o czym i jaka jest dana książka. Serio, blogujących o książkach jest multum, tych czytających szeroko pojętą fantastykę pewnie gdzieś z 25% całości, a ja na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy opisują klasykę i których osądowi ufam (nawet, gdy kompletnie się nie zgadzam z daną opinią, znajomość gustu ulubionego blogera pozwala określić, czy dana książka mi się spodoba) i których styl jest dla mnie przyjemny w odbiorze. Pewnie wynika to z faktu, że 90% współcześnie wydawanej fantastyki to pulpa tworzona dla wzdrygających się przed wysiłkiem umysłowym wielbicieli rozrywki miałkiej i przyjemnej, a jednocześnie pozycje te nie wymagają od recenzenta niczego więcej prócz „subiektywnej frajdy”…

 

Z książkami Oramusa jest inaczej, i chociaż zaliczam się raczej do tych lejących wodę emocjonalnych czytelników niż do ogarniętych lwów internetowego fandomu, to jednak niesamowitą frajdę sprawiło mi czytanie tej konkretnej fantastyki, w której fantastyka okazała się najmniej ważna. Jak to możliwe? Co to za brednie? Fantastyka, klasyka gatunku a ja tu wystukuję farmazony o małej roli wątku Science Fiction? Po co w ogóle to czytać, po co osóbce zakochanej w SF te stracone godziny na książkę, w której to zazwyczaj ulubione elementy schodzą na drugi plan? Odpowiedź jest prosta: w odmianie fantastyki, jaką serwuje nam Oramus, wszystko dookoła futurystycznej wizji tworzy historię jak najbardziej wartą uwagi. Fantastyka socjologiczna to nie fajerwerki i spektakularne bitwy w przestrzeni kosmicznej. To nie wymyślne konstrukcje statków kosmicznych i rozbudowane, pełne naukowych określeń opisy nowych technologii. To stare dobre skupienie się na jednostce i jej roli w społeczeństwie, zazwyczaj skażonym obcą rasą/ideologią.

 

Oramus nie pokazuje nam drogi do zepsucia, nie pozwala czytelnikowi na wnikliwe śledzenie kolejnych wydarzeń kształtujących przedstawiane przez niego społeczeństwo. W obu wspomnianych książkach wrzuceni zostajemy w świat, w którym ludzie tkwią w głębokim regresie wartości moralnych, przyjmują to jako oczywistość nie do przeskoczenia, aż w końcu pojawia się ktoś wyjątkowy. Nie jest to bohater na miarę Supermana, a raczej człowiek, który z jakichś względów posiada nieco inny system wartości niż wszyscy wokół niego. I ten nieszczęśnik podejmuje próbę nie tyle walki, ale zrozumienia prawideł rządzących jego światem. Im więcej się dowiaduje, tym bardziej zdaje sobie sprawę z beznadziejności sytuacji swojej i wszystkich wokoło, a początkowa naiwność obu głównych bohaterów (niesamowicie irytująca czytelnika) powoli przeradza się w gniew. Tylko sprawa nie wygląda aż tak kolorowo, gdyż w światach tak bardzo zwichrowanych moralnie ani pełna świętego zapału jednostka, ani skromna grupa pożądających zmian działaczy nie jest w stanie nic zmienić w danym konkretnym momencie.

 

Współczesna literatura spod znaku SF jest zazwyczaj łatwa w odbiorze: albo twórcy oferują nam dzieła skondensowane, z niedookreślonym, ale przewidywalnym (choć nie zapisanym) zakończeniem, albo tworzą monumentalne i nudne do bólu, pełne szczegółowych wyjaśnień scenariusze filmowe dla idiotów. Powieści, choć czasem zachwycające, mają jeden mankament: wszystkie kończą się w możliwy do przewidzenia sposób. Skończy się happyendem: szkoda, nazbyt cukierkowo. Skończy się śmiercią/zniknięciem/anihilacją bohaterów: i tak młody autor na fali popularności książki stworzy coś nawiązującego do pierwszego sukcesu (nawet, gdy zakończy definitywnie historię, to wyda sobie „ble ble 2.5”). I tutaj wkracza Oramus, który tworzył historię polskiej fantastyki w momencie, gdy ja sama nie byłam świadoma nawet tego, że literatura ma jakieś nurty, gatunki i rodzaje. Tak, generalizuję, tak, mamy świetnych współczesnych twórców fantastyki, ale…

 

Książki Oramusa wyraźnie pachną czasami, w których powstawały, i niemożliwym jest czerpanie czytelniczej radości bez choćby szczątkowej świadomości tego, w jakim świecie przyszło wychowywać się autorowi. Wiem, że ów argument powtarzam często przy wspominaniu książek nieco starszych niż większość z blogowych recenzentów, ale pewną świadomość trzeba mieć. Nie musimy wiedzieć niczego o tym, co przeżył Oramus w swoim życiu. Nie musimy pamiętać jak wyglądały kartki na mięso -niektórzy pewnie nawet czegoś takiego w ręku nie trzymali, nie musimy rozumieć mistyki kolejek i zapisów. Zasadniczo sprawa wygląda tak: należy książki takiego właśnie Oramusa traktować jako najbardziej prawdziwą kronikę absurdu czasów nam nieznanym z doświadczenia, a jedynie z opowiadań rodziców czy też nawet dziadków.

 

Czytanie książek Oramusa boli człowieka wychowanego w pozornej wolności współczesnej Polski. Chwila zastanowienia uświadamia nam, że naprawdę niewiele trzeba, by ludzi sprowadzić do roli bezrefleksyjnych podwykonawców. Oramus skutecznie wciąga nas w swoje wizje będące nie przerysowaniem, a naświetleniem zepsucia drążącego społeczeństwo, i równie skutecznie wprowadza w depresję zakończeniami swoich opowieści.

 

Powiadają, że do trzech razy sztuka, ale coś czuję, że trzecia przygoda z jego twórczością ponownie wzbudzi we mnie gniew na owczy pęd ludzkości. I ludzkości tej głupotę, podążanie za najwygodniejszymi rozwiązaniami czy ślepym ufaniem tak zwanym politykom. Ustroje się zmieniają a ludzka mentalność tkwi w wiekach, gdy błyskawice tłumaczono boskim gniewem. Bogowie się zmieniają, uciskający masy przyjmują różne pseudonimy, a i tak proza Oramusa jest aktualna. Przerażające i smutno prawdziwe.
Źródło materiału: http://www.kronikinomady.pl/2014/07/dzien-dobry-panie-marku-czyli-o.html

Moje guilty pleasures

Reblogowane od Iwona Mag.:

Przyznaję się do harlekinów i innych źródeł literatury brukowej.

VALENTINE PONTIFEX - SOLARIS

Valentine Pontifex, Robert Silverberg

O książce, która wgniotła mnie w fotel...

Silaqui na Ask.fm

Ostatnio coraz więcej blogerów książkowych udziela się na tym specyficznym portalu. Spróbuję zatem i ja :D 

Zapraszam KLIK!

Biblioteczka Silaqui 2014

Jak wam nie wstyd, czyli Silaqui sobie narzeka (plus gościnny występ Fenrira)

 

Źródło materiału: http://www.kronikinomady.pl/2014/02/jak-wam-nie-wstyd-czyli-silaqui-sobie.html

Blogowy Konkurs Antywalentynkowy ŚBK i Victorii


Pamiętacie Wielki Mikołajkowy Konkurs?

Zapraszamy na kolejny konkurs opierający się na podobnych zasadach.

Tym organizujemy go specjalnie z myślą o osobach, które nie obchodzą Walentynek i są znudzeni widokiem serduszek i walentynkowych upominków.

Blogowy Konkurs Antywalentynkowy Śląskich Blogerów Książkowych i Księgarni „Victoria” Zabrze będzie polegał na tym, aby odnaleźć w JUTRZEJSZYCH wpisach, na blogach ŚBK słowa – klucze, które ułożą się w hasło konkursowe. Hasło to należy wysłać na podany adres mailowy Księgarni – victoria@ksiaznica.pl
Nie powiemy Wam, ilu blogerów będzie w zabawę zaangażowanych i jakich słów trzeba szukać, nie martwcie się jednak, słowo – klucz będzie bardzo wyraźnie zaznaczone i łatwe do znalezienia. Idąc po śladach, klikając na odpowiednie słowa, będziecie przechodzić od bloga do bloga, aż w końcu traficie na FP „Victorii” na FB. To będzie dla Was sygnał, że ułożyliście całe hasło.


Następnym krokiem będzie wysłanie hasła na adres mailowy Księgarni „Victoria”, podany powyżej.
Dla ułatwienia konkursu, proponujemy zacząć poszukiwania na blogu Archer. Potem powinno pójść Wam jak z płatka.

Regulamin
1. Blogowy Konkurs Antywalentynkowy jest przez grupę ŚBK oraz Księgarnię „Victoria” Zabrze
2. Sponsorem nagród są Śląscy Blogerzy Książkowi.
3. Nagrodami w konkursie jest 1 pakiet książek niespodzianek.
4. Konkurs trwa od 14.02.14 do 15.02.14 r.
5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 16.02.14 r.
6. Odpowiedzi na zadania konkursowe proszę wysyłać na adres: victoria@ksiaznica.pl
7. O wygranej w konkursie decyduje kolejność zgłoszeń. Wygrywa CZTERNASTA (14) osoba.
8. Pod uwagę brane będą tylko prawidłowe odpowiedzi wysłane drogą mailową, sygnowane własnym imieniem i nazwiskiem
9. Nagrodę będzie można odebrać osobiście w Księgarni Victoria (Galeria Zabrze, ul. Wolności 273-275, 41-800 Zabrze) bądź zostanie ona przesłana na adres podany przez zwycięzcę. W przypadku nieodebrania nagrody organizatorzy konkursu mogą wyłonić innego zwycięzcę lub przeznaczyć nagrodę na inne cele.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzają się Państwo na przetwarzanie podanych przez siebie danych osobowych przez organizatora Grupę ŚBK oraz Księgarnię Victoria, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883) – które zostaną wykorzystane jednorazowo.
11. Wysyłka tylko na terenie Polski
Zadanie konkursowe:
Ze słów – kluczy, podanych na blogach ŚBK ułóż hasło konkursowe.

Życzę wszystkim powodzenia :)))

"Mamy takich czytelników, Jakich sobie wychowaliśmy." O tym, jak Rheged, Fenrir I Silaqui o literaturze rozmawiali.

Aleksandra Radziejewska: Koniec roku sprzyja rozważaniom na temat tego, co nas spotkało. Na blogach i portalach spotkać możemy się z różnymi podsumowaniami, tym razem jednak, zamiast zwykłego bilansu plusów i minusów chcę zaproponować wam coś innego (i mam nadzieję ciekawszego). O czytaniu, pisaniu i wszystkim, co z współczesną fantastyką związane porozmawiam z Dawidem “Fenrirem” Wiktorskim i Emilem “Rhegedem” Strzeszewskim. Pierwszego znacie jako autora bloga Zaginiony Almanach, drugi niedawno debiutował w Powergraphie powieścią “Ektenia”, prowadzi również blog Miejsce na krawędzi szeptu
Zatem panowie, jak pod kątem czytelniczym oceniacie mijający rok?...

Całość dostępna TUTAJ

 

Kroniki Majipooru, Robert Silverberg

Kroniki Majipooru t. 2 - Silverberg Robert

I znów staroć okazał się rzeczą aktualną, i znów science fiction w otoczce fantasy pokazało mi, jak wiele skojarzeń można wyciągnąć z pozornie rozrywkowej powieści. 

Zamek Lorda Valentine'a t. 1 - Silverberg Robert

Zamek Lorda Valentine, Robert Silverberg

Śląskie wymienia się książkami!



Uwaga!
Już niedługo!
Już za kilkanaście dni!
Będziesz miał okazję wymienić nietrafione prezenty/zakupy książkowe na coś bardziej wartościowego!

Śląscy Blogerzy Książkowi i Księgarnia "Victoria" podczas jednej z wspólnych burzy mózgów wpadli na pomysł zorganizowania książkowej wymiany. Pomysł spotkał się z sporym entuzjazmem i tak oto 1.02.2014 odbędzie się pierwsza taka impreza pod patronatem ŚBKów.

Oto regulamin akcji:


1) Wymiankę książkową organizują Śląscy Blogerzy Książkowi oraz Księgarnia "Victoria" Galeria Zabrze w zaprzyjaźnionej Herbaciarni Czajnik w Zabrzu
2) Organizatorzy akcji w żaden sposób nie zarabiają na tej akcji oraz nie czerpią z niej żadnych innych profitów
3) Wymiana odbędzie się 1 lutego 2014, w godzinach od 14.00 do 19.00
4) "Ile przynosisz tyle wynosisz" to główna zasada akcji.
5) Książki wymieniamy w dwóch kategoriach (ze względu na datę wydania książki): od 2000 do 2007 i od 2008 do 2014
6) Wymieniamy tylko beletrystykę dla dorosłych (ewentualnie dla starszej młodzieży). Wykluczone są więc książki dla dzieci, podręczniki, poradniki, komiksy itp.
7) Wymiana odbywa się "z ręki do ręki" - jeśli zainteresuje nas dana pozycja na stoliku z danej kategorii to wymieniamy ją na własne książki z tej samej kategorii (decyduje rok wydania)
8) Jeśli mimo usilnych starań nie wypatrzyłeś nic ciekawego to przyniesione przez siebie książki możesz wymienić na kupon rabatowy o wartości - 20% na zakupy w Księgarni "Victoria" w Zabrzu ważny przez 10 dni
9) Książki pozyskane w wymianie za kupon rabatowy będą dostępne na kolejnej wymianie/zostaną przekazane na rzecz akcji organizowanej przez Sztukater
10) Wszystkie inne wątpliwości rozwieją blogerzy

 
Serdecznie wszystkich zapraszam :)
 
 
Ps. Przypominam o "Eksplorując nieznane" - pojawiły się już pierwsze recenzje, co miesiąc planuję zamieszczać podsumowania i rankingi. Myślę też o utworzeniu strony wyzwania na facebooku, co wy na to? :)